Adam Myjak
2004

Profesor Jerzy Tchórzewski od końca lat pięćdziesiątych należał do niekwestionowanych autorytetów i mistrzów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
Był zawsze punktem odniesienia zarówno pod względem artystycznym jak i moralnym.
Widzę ciągle jego postać z nieodłącznym papierosem, pełną elegancji i ciepła w oczach, które roztaczał wokół siebie. Pamiętam nasze spotkania, nawet te krótkie, podczas których zawsze zdążył powiedzieć mi coś ważnego na temat malarstwa, zdążył podzielić się mądrą refleksją o życiu.
Studenci i absolwenci z pracowni profesora Jerzego Tchórzewskiego czują się jeszcze długo po skończeniu Uczelni Jego uczniami. Nie zapierają się, jak to ostatnio często bywa swojego mistrza. Są mu wierni przez całe swoje życie twórcze.
Jerzy Tchórzewski jest wielkim malarzem, upływający czas, jak to zwykle bywa jest najprawdziwszym sędzią. W obecnym zawirowaniu i standetnieniu sztuki współczesnej pełnej banału i agresji dopiero teraz w pełni doceniamyobrazy Tchórzewskiego, które promienieja prawdziwym blaskiem.
Ostatnio często obcuję z nimi, co raz doznając nowych olśnień bo malarstwo to jest ciągle żywe. Gdy czytam Jego wspaniałe teksty o sztuce, jestem zafascynowany wędrówką w głąb malarstwa, podczas której odkrywa przed czytelnikiem niezmierzone i zaskakujące przestrzenie tego świata dziejącego się na płaszczyźnie obrazu.
Przy okazji Jego twórczość obnaża miałkość i głupotę współczesnych „krytyków sztuki”, których rozsiało po wszystkich gazetach i wydawnictwach. Jerzy Tchórzewski potwierdza tezę, że to prawdziwy artysta, a nie zgorzkniały teoretyk (czy kurator) wyznacza wartości, udowadnia, że malarstwo ma ciągle ogromne możliwości kreacyjne i jest po prostu potrzebne wrażliwemu człowiekowi.

Kwiecień 2004                        Adam Myjak