Tadeusz Różewicz
1985

Malarstwo nocą

W nocy, po przebudzeniu myślałem o śmierci (ołów wśród metali to nieboszczyk martwy, ciężki)… myślałem o malarstwie Jerzego Tchórzewskiego… W nocy żyje muzyka albo poezja, ale malarstwo prowadzi egzystencję utajoną, pozbawiona światła przestrzeń jest jakby życiem „pozagrobowym” malarstwa… było ciemno, pod zamkniętymi powiekami w mojej pamięci wyobraźni zaczęły się tłoczyć i spiętrzać dziesiątki i setki obrazów Tchórzewskiego… jedne obrazy zapalały się od drugich i nagle zobaczyłem pożar… w ciemności stał Tchórzewski podpalacz i twórca tego ognia. Próbowałem porównać malarstwo Tchórzewskiego do płomienia, ale metafory i porównania są niebezpieczne. Płonąca zapałka, płonące ognisko, płonący las… albo płomień w jaskini… płomień w jaskini filozofów… Wszystkie banały usłużnie zbiegają się dokoła tej kartki papieru… wystarczy wyciągnąć rękę… Ile to już razy przerywałem pisanie tego „szkicu” o malarstwie Tchórzewskiego. Dodatkową trudność stanowi fakt, że sam Tchórzewski znakomicie włada piórem, czytałem wiele jego wypowiedzi na temat malarstwa innych, ale także na temat malarstwa własnego. Zawsze zadziwiał mnie precyzją i jasnością… był też tam element poezji. No, tak! porównanie do płomienia narzuca się tu z wielką siłą, ale porównanie jego malarstwa do muzyki jest trafniejsze… do muzyki? Do śpiewu? (…).

Tadeusz Różewicz
Kartki wydarte z dziennika (4)
„Odra” nr 10, 1985 r